eXtremalnea Sobota 25.07.2009 r.
Radek Mieszkowski

Miejsce zawodow
Zawody odbyly sie w Szczecinie 25 lipca 2009 r. Organizatorem bylo Ognisko Sportow Ekstremalnych TKKF w Szczecinie.

Krotko o sobie
Skad pomysl wystartowania w triathlonie na dystansie IM ? W lipcu 2008 na zawodach o Puchar Maratonu Warszawskiego dowiedzialem sie od Jurka Jedrusiaka o Stowarzyszeniu IM2010, ktorego celem jest m.in. przygotowanie amatorow do udzialu w triatlonie na dystansie ironman w 2010 r. Postanowilem sprobowac starow w triatlonie. Do tej pory tylko biegalem. Od sezonu zimowego 2008/09, w oparciu o plan treningowy Darka Sidora, zaczalem sie przygotowywac do startu razem z IM2010. Zalozylem, ze pierwszy raz wystartuje, na probe, w triatlonie na dystansie iron w trzecim kwartale 2009 r.

Skrocona tabela moich treningow wyglada nastepujaco:
 	plywanie/czas	rower/czas	bieg/czas	suma godz
II/09	23.5 km		148 km		152 km	 
III/09	13.8 km/4:40h	323km/15 h	154km/12,5 h	31:25
IV/09	18 km/ 6 h	428 km/ 18 h.	179 km/15:15 h	38:45
V/09	24 km/10 h	550 km/ 24 h.	187 km/ 16 h	48
VI/09	26.4km/10,5 h	650km/ 27 h	139 km/12 h	49
VII/09	6.7km/2,5 h	795km/31,5 h	180km/17 h	51
Teraz, po zawodach wiem, ze okres przygotowan byl zdecydowanie za krotki, przynajmniej z pol roku. Do mety ledwo dopelzlem. Jak tylko minalem linie mety powiedzialem .... "juz nigdy wiecej". Ale moze zmienie zdanie (?) - pamietam, ze po pierwszym maratonie przez kilka dni podobnie myslalem o nastepnych startach ;-)

Dzien przed zawodami
Do Szczecina wyjechalem z rodzinka z Wa-wy w piatek rano, tj. dzien przed zawodami. Od poczatku bylem jakis niespokojny. Po pierwsze trasa nr 2 byla przez 100 km zakorkowana, a poza tym czulem, ze chyba cos zapomnialem. W koncu nie wytrzymalem i pod Strykowem zjechalem na parking, aby sprawdzic bagaznik - okazalo sie, ze zapomnialem ... butow do roweru. W pierwszym odruchu chcialem wracac do domu po SPD-y, ale zona mnie przystopowala - "jedziemy dalej, co ma byc to bedzie" ;-). Wtedy pomyslalem, ze to bedzie dla mnie taki spokojny sprawdzian przed nastepnymi triatlonami. Przeciez nie bede walczyl 180 km na rowerze w butach do biegania na pedalach do wpinania spd. Pod Szczecinem przeszly dwie ulewy, ktore zapowiadaly sie, ze nastepny dzien moze byc mokry. Wtedy naszly mnie mysli, aby odpuscic.
Jeszcze o godz. 20 Organizator przeprowadzil odprawe techniczna, w trakcie ktorej przeszla gwaltowna choc krotka burza. Zawodnicy dostali mapki trasy oraz informacje o trasie, strefach zmian, punktach kontrolnych i punktach odzywiania. Start ustalono na godz. 6 rano.
Idac spac, ustawilem budzik na 4:20, ale nie bylem pewny , czy wystartuje (?). Na szczescie w sobote obudzilem sie w lepszej kondycji psychicznej ;-) . Do tego udalo mi sie na starcie pozyczyc o jednej z organizatorek (Joli) "polnoski" na platformach - zawsze to lepsze niz jazda na pedalach spd w butach do biegania.

Plywanie
Na starcie stanelo 28 osob. O 6:06 zaczelismy etap plywania - 4 petle po jez. Glebokim na okolo bojek z wybiegiem po kazdej petli na brzeg. Drugie kolko nam sie wydluzylo bo bojka sie urwala i zaczela uciekac ;-) - w efekcie przeplynalem ok. 4 km (1:25 godz.) ;-). Ale nic to - zgadzam sie ze ironmanem Zbyszkiem Mazurczakiem, ze etap plywania to tylko rozgrzewka ;-). Potem jest juz tylko gorzej.

Rower
Tego etapu najbardziej sie obawialem. Do tej pory moj najdluzszy dystans na rowerze to 90 km w triathlonie 1/2 IM w Suszu. Na szczescie tutaj trasa byla plaska, asfalt gladki i nie bylo wiatru, a dla ochlody troche popadalo po drodze ;-) . Niestety po 150 km skonczyly mi sie sily ? . Z bezradnoscia patrzylem jak licznik rowerowy wskazuje coraz mniejsza predkosc: 31, 28, 25 , .... km/h. Gdy dojechalem do strefy zmian (5:51 godz.), to czulem sie totalnie zajechany. Ledwo zszedlem z roweru, zjadlem cos, wypilem i ..... absolutnie nie mialem ochoty na kontynuowanie tych zawodow. Zmobilizowalo mnie to, iz wiedzialem, ze za chwile przyjada nastepni i szkoda marnowac przewagi. A poza tym wiedzialem, ze do pierwszego zawodnika mam ok. 20 min straty.

Bieg
Wyobrazcie sobie, ze skonczyliscie wlasnie biec maraton i za kilka minut macie go pobiec jeszcze raz - ja sie wlasnie tak czulem. Po zejsciu z roweru - bolaly mnie wszystkie miesnie i mialem zakwasy w nogach. Nie mialem pojecia jak po czyms takim przebiegne 42,2 km? Po kilku minutach rozruszalem sie, ale bol zakwaszonych miesni juz mnie nie opuscil - na szczescie nie mialem skurczy i udalo mi sie przebiec maraton w 3:59 godz. W tym miejscu dodam, ze trasa maratonu byla poprowadzona przez najpiekniejsza okolice, jaka zdarzylo mi sie biec: urocza sciezka w lesie nad jeziorem. Na mete wbieglem, jako pierwszy, po 11 godzinach i 22 minutach od chwili startu ;-). Gdy dobieglem do mety to padlem. Normalnie nie mialem sily zyc ;-) Dlatego moje pierwsze skojarzenie: "to byla rzez".
Po zawodach zastanawialem sie, jak to mozliwe, ze udalo mi sie ukonczyc dystans ironman ? Sadze, ze chyba 99% bylo w tym uporu i modlitwy, a tylko 1% sily. Zawody ukonczylem o godz. 17:28, ale gdy odjezdzalem ok. 22:30 z mety, to jeszcze kilka osob walczylo na trasie.

Na koniec
Byla to impreza kameralna. Mam wielkie uznanie dla Organizatorow. Potrafili wytworzyc, bardzo przyjacielska atmosfere i taka prawdziwie sportowa. Do tego zadbali bardzo dobrze o oznaczenie trasy i o zaopatrzenie w odpowiednia ilosc pozywienia na punktach zywieniowych.