Polmaraton Lodz 17.05.2009 r.
Przemyslaw Bialkozowicz

Czyli zalegla relacja z mBank polmaratonu w Lodzi - historia pelna zakretow, no dorobek ale z happy endem.
Maraton odbyl sie w miescie Lodz 17 maja 2009. Startowalem w polmaratonie. Nie wiem jak to sie stalo, ze najpierw zapisalem sie na caly maraton. Trener jednak elektronicznie popukal sie w czolo i zmienilem (jak mi sie to wydawalo) na polowke.
17 maja, niedziela. Z Warszawy wyjezdzam z moim najwierniejszym kibicem Aga przed 6 rano. Droga szybko mija, jestesmy dlugo przed czasem wiec udaje nam sie zaparkowac prawie przy samym starcie w okolicach centrum handlowego Manufaktura.

Centrum robi wrazenie. Nie ukrywam, ze w Lodzi nic mi sie nie podoba ale Manufaktura zrobila wrazenie bardzo milego miejsca - pod wzgledem wizualnym. A wiec jestesmy przed szosta. Jestem zdenerwowany. Startuje bardzo rzadko. Ostatnio powazny start to wrzesien 2008 - pol IronMan w Borownie. Potem tylko w kwietniu 10km w Falenicy (ale czas 42 minut zacny).
Polmaraton jest wielkim znakiem zapytania. Ostatni bieglem ponad rok temu w Warszawie w czasie 1:33:51. Teraz planem bylo zlamanie 1:30, a dokladnie 1:29. Treningi biegalem za szybko jak na taki plan. Troche bylem zmeczony no ale bez przesady. Z jednej strony nastrajalo to dobrze z drugiej balem sie ze po tak dlugiej przerwie zaczne za szybko i sie spale. 1:29 wydawalo sie w zasiegu.
Wracajac do Lodzi...poszlismy spac. Po 40 minutach snu wyszedlem z auta aby sie przebrac i skorzystac z WC. I tutaj pierwsza niespodzianka - tylko kilka ToiToi. Na szczescie bylo na tyle wczesnie, ze nie trzeba bylo stac w kolejce, ale juz widzialem oczyma wyobrazni co bedzie sie dzialo przed startem.
Przebrany rozpoczalem rozgrzewke.
Czas minal szybko...i czas na start. Z trenerem Darkiem rozpisalismy tempo na kazde 5km. Zgodnie z planem pierwszy kilometr mialem pobiec wolno, asekuracyjnie aby sie nie spalic na starcie. I byl on w samej rzeczy bardzo wolny poniewaz nie moglem przedrzec sie do przodu. Wszyscy niedzielni biegacze oczywiscie ustawili sie z przodu startu i zajelo mi troche czasu ich wyprzedzenie. Dobieglem do tablicy z napisem 1km, tempo ok. Biegniemy dalej. Mijaja 4 minuty z kilkoma sekundami i juz wiem, ze cos nie tak. Nie ma tablicy ze znakiem 2km. Co za czort? Zgubic sie (jeszcze) nie zgubilem. Czyzby na takim maratonie organizator nie ustawil tablic z dystansem? Moze zrobil to co 2km? Niestety nie. Zrobil to co 5km. Cale moje liczenie tempa poszlo w zapomnienie. Do 10km jakos sobie radzilem a potem w ogniu walki nie moglem juz sie doliczyc jakim tempem pokonywalem kilometry (ale Garmin 305 juz nadchodzi wiec ten problem bede mial z glowy).
Tutaj dochodzimy do kwestii gubienia sie podczas biegu.
Organizatorzy na kilka dni przed startem zmienili trase i wygladala mniej wiecej tak:

Do tej pory na forach internetowych trwaja dyskusje i wyliczanie bledow organizatorow - ja tutaj oszczedze smutkow. Wiedzialem, ze nie ma szans abym cokolwiek zapamietal wiec jako notorycznie gubiacy sie czlowiek (cytat trenera: "udowadnia, ze nawet na oznaczonej trasie mozna sie zgubic") postanowilem biec z jakims bardziej zorientowanym zawodnikiem. Na okolo 5km nadszedl krytyczny momenty do podjecia meskiej decyzji. Na jednym ze skrzyzowan kilku zawodnikow z ktorymi bieglem ni stad ni z owad skrecilo pozostawiwszy mnie samego (tzn. z przodu biegli inni ale ich decyzja mnie zaskoczyla). Podbiegli do sedziego i pytali czy dobrze biegna, na co pan sedzia odrzekl, ze oczywiscie ze dobrze, bo to trasa polmaratonu. Pobiegli dalej. Oni swoja droga, ja swoja (kierowany wewnetrznym poczuciem slusznosci ktore juz nie raz powiodlo mnie na manowce). Jak sie okazalo po biegu pan sedzia w taki sposob zawrocil ponad sto osob i biedacy musieli robic polmaraton plus dodatkowe kilka kilometrow. W sumie to cala afera byla, protesty, odwolania. Szost i spolka zostala poprowadzona zle przez pilota i jakie bylo ich zdziwienie ze 10km biegna juz ponad 1godzine.
Bieglem dalej chodnikami, alejkami parkowymi, brukiem, asfaltem, sciezkami osiedlowymi. Lodz dostarcza biegaczom naprawde niesamowitych wrazen. Caly czas za bardzo nie wiedzialem na jakie tempo biegne. Rozpiska trenera wziela w leb. W koncu pokazala sie tablica 20km ale zegarek pokazywal jakis dziwny czas - za szybko zdecydowanie. Szybki kilometrowy finisz i meta - na zegarku 1:25:30. O cholera chyba udalo mi sie zlamac to 1:29 - happy end!

Podsumowanie:
- nie biegaj w Lodzi - chyba ze na orientacje
, - badz zdany na siebie - odzywki, trasa, pomiar czasu itd. Nie zostawiaj nic w gestii organizatora - zbyt duze ryzyko,
- nastepny cel - na tym juz sie to cale bieganie u mnie skonczy - 1:18, pewnie w przyszlym roku.